Aplikując do pracy w interwencji kryzysowej poza standardowym CV potrzeba było opisać pokrótce „Czego uczy nas zmiana?”. Pytanie od razu zarezonowało we mnie niosąc poczucie, że, po pierwsze, pracodawca jest faktycznie zainteresowany moim prywatnym poglądem na tę dosyć filozoficzną kwestię, a po drugie najwyraźniej razem ze mną uznaje ją za istotną w zawodzie psychologa.
Odpowiedziałem tak:
„Jeżeli chodzi o zmiany, to uczą mnie one akceptacji zagrożenia, straty, niepewności, jednocześnie dając nadzieję na lepsze jutro. Ciągła zmiana jest naturą rzeczywistości. Reaguję na nią całym swoim spektrum emocjonalnym, od euforii do przerażenia i każdą z tych emocji staram się przyjmować z godnością, jako nauczycieli i przewodników po życiu.”
Zmiana to nauczyciel, zmiana to rzeczywistość, zmiana to podstawowy punkt odniesienia w mojej pracy.
Wydaje się to oczywiste – sytuacja życiowa uległa tak znaczącemu pogorszeniu, że można mówić o kryzysie, więc szukamy sposobu, aby zmienić ją na lepsze. Problem zdarza się pojawiać na etapie zrozumienia, czym ta zmiana powinna faktycznie być i dlaczego tak ciężko ją przeprowadzić. Dlaczego mimo autentycznego poczucia ciężaru jaki niesie za sobą własna egzystencja, z dystansu mogłoby się wydawać, że tkwimy w niej od dawna. Praktycznie stoimy w miejscu lub kręcimy się w błędnym kole powielania tych samych, destrukcyjnych schematów. Okazuje się, że częściej i łatwiej przychodzi nam do głowy fantazja o tym, żeby sytuacja pozostała taka sama, ale byśmy my czuli się z nią lepiej – co jest po prostu niemożliwe. Innym razem chcemy, aby to rzeczywistość dookoła uległa zmianie na lepsze sama z siebie – na co nie mamy żadnego wpływu. Dlatego głównym wektorem pracy staje się rozwój własnej sprawczości, gotowości do działania i akceptacji tego konsekwencji. Potrafią one być bardzo bolesne, ponieważ każda zmiana niesie za sobą także jakąś stratę.
Wskutek zmiany pojawia się nowe, ale utracone zostaje stare. Kiedy zmiana stała się udziałem naszej decyzji, nie tylko przyjmujemy odpowiedzialność za wszelkie jej konsekwencje, ale także konfrontujemy się ze stratą każdej alternatywnej ścieżki rozwoju tej sytuacji. To dużo. Nie mamy możliwości bycia pewnym najlepszego możliwego rozwiązania, wręcz więcej – możemy założyć, że, skoro nie jesteśmy idealni, zawsze istniał jakiś jeszcze doskonalszy scenariusz, do którego nie udało się nam doprowadzić. Dysponujemy jedynie przybliżeniami, wobec czego podjęcie konkretnego kierunku działań nosi znamiona skoku wiary – powierzamy swoje bezpieczeństwo niepewnej przyszłości opierając się jedynie na własnej intuicji i zaufaniu w sensowność powodujących nami przesłanek. Wobec tego trudności w podejmowaniu decyzji w pierwszej kolejności wskazują na deficyty w samoocenie – bo nie uważamy siebie za wystarczająco kompetentnych – lub w zaufaniu do świata – bo jesteśmy przekonani o ogólnej wrogości otoczenia, które stawia nas na z góry przegranej pozycji.
Indywidualne, zakorzenione w biografii deficyty samooceny lub niekonstruktywne przekonania na temat rzeczywistości nie dadzą się nigdy rozwiązać poprzez lekturę ogólników. Potrzeba nawiązać z nimi głęboką, opartą na doświadczeniu relację prowadzącą do ich faktycznego zrozumienia. Jeżeli sytuacja jest poważna, pomóc może nam profesjonalista w gabinecie. Każdy proces terapeutyczny powinien jednak dążyć do wykształcenia się u klienta takich kompetencji, aby ten mógł o tę relację ze światem oraz sobą samym zadbać samodzielnie i taki kierunek samorozwoju warto obierać we własnym zakresie również (a może przede wszystkim) wtedy, kiedy sytuacja jeszcze nie wymyka się spod kontroli. Fundamentalną podstawą rozwoju relacji jest dialog.
Dialog rozumiem nie tylko jako wymianę słowną między ludźmi, ale jako wymianę każdą między wszystkim, co ma na siebie jakikolwiek wpływ – myśli, słowa, fizyczna interakcja, energia. I ta wymiana następuje, czy tego chcemy, czy nie, zaś kluczowe jest to, na ile jesteśmy w tej wymianie samoświadomi i autentyczni. Wyznacznikiem tego jest to, czy możemy stanąć za tym, co sami oferujemy w dialogicznej wymianie i stwierdzić z przekonaniem, że to JA odpowiadam i w pełni mnie ta odpowiedź reprezentuje.
Nie jest możliwe, aby ktokolwiek inny niż my sami znał odpowiedzi na pytania dotyczącego naszego osobistego doświadczenia, a tylko przez tą wiedzę możemy osiągnąć niezbędną orientację w świecie. Dlatego tak istotne jest rozwijanie umiejętności świadomego dialogu ze sobą i światem, czy to z pomocą terapeuty, czy poprzez życie samo w sobie. A zaczynając ten dialog od refleksji nad zmianą niechybnie otworzymy wiele interesujących drzwi, ponieważ jest ona fundamentalną właściwością rzeczywistości i egzystencji.
W Buddyźmie temat zmiany jest odzwierciedlany przez jedno z podstawowych pojęć – Anicca (czyt. Aniczcza) – prawo mówiące o nietrwałości. Wszystko, co istnieje musi przeminąć, czyli musi zmienić swoją formę. Człowiek wyraża naturalny opór przeciwko akceptacji tego prawa pragnąc stałości przede wszystkim w odniesieniu do własnego życia. Chcemy wspiąć się na pewien bezpieczny pułap i osiąść tam wygodnie do końca naszych dni, ale świat, po którym krążymy nie chce nas słuchać nieustannie usuwając nam grunt spod stóp. Ale to może my nie chcemy słuchać świata pogrążając się we własnych fantazjach mimo sprzeciwu rzeczywistości. Boimy się utraty rzeczy już posiadanych, więc chcąc się przed tym zabezpieczyć nakręcamy spiralę pragnień i tęsknimy do rzeczy, które są poza naszym zasięgiem. Bez kontaktu z teraźniejszością zatruwamy przeszłość złością na popełnione błędy i przyszłość lękiem przed tymi, które dopiero popełnimy. Utykamy w bezradności i pasywności wykluczając z nieuniknionej zmiany przede wszystkim własną osobę.

