Mówiąc o kulturze i jej czynnikach nieumyślnie narażonych na stwarzanie warunków ku przemocy nie sposób ominąć wpływ kościoła i całej religii katolickiej. To przykry paradoks, że religia wyrastająca na ideałach moralności opartej o miłość do bliźniego jednocześnie, swoim podejściem do miłości i małżeństwa stwarza niebezpieczeństwo utknięcia w pułapce przemocy. Przysięga składana na ślubnym ołtarzu mówiąca o wytrwaniu w zdrowiu i chorobie oraz nieopuszczaniu się póki śmierć nie rozłączy zbyt często zwraca nasz narząd moralności – sumienie – przeciwko własnej wolności i prawu do osobistego bezpieczeństwa. Należy pamiętać, że w przypadku wystąpienia problemów w związku, praca nad ich pokonaniem musi zostać podjęta przez obie strony zaangażowane w relację, aby było możliwe znalezienie faktycznego rozwiązania. Jeśli jedna ze stron wycofa swój udział, drugiej pozostaje już tylko zadbać o własne bezpieczeństwo. Jednak jeśli instytucja małżeństwa w swoim założeniu zamyka jakąkolwiek drogę wyjścia z niego (istnieje co prawda możliwość rozwodu kościelnego, ale w praktyce bywa ona niezwykle ciężka do zrealizowania), to w pewnym momencie stajemy się zupełnie bezradni wobec zagrożenia, na którego przyczyny nie mamy już realnego wpływu.
Kolejnym, wszechobecnym obszarem kulturowego wpływu jest szeroko rozumiana kultura medialna, w skład której wchodzą wszelkie przejawy ludzkiej twórczości, jak na przykład filmy, muzyka, książki. Zakres prezentowanych przez tę sferę wartości jest olbrzymi i różnorodny, ale z bardziej kontrowersyjnych i, ze współczesnej perspektywy, moralnie ambiwalentnych wzorców można wymienić kulturę macho promującą hipermęski obraz skupiony na fizycznej sile i emocjonalnym chłodzie, a rolę kobiety sprowadzającą do „damy w opałach”. Przykładem z drugiej strony mógłby być naiwny romantyzm cechujący wszelkiej maści harlequiny, które trywializują głębię romantycznych relacji poprzez ignorowanie wszelkich jej aspektów innych od namiętnego uniesienia charakterystycznego jedynie dla pierwszej fazy związku. Przeniesienie nierealistycznych oczekiwań na grunt rzeczywistości nie może skończyć się inaczej niż bolesnym rozczarowaniem.
Do sfery medialnej należałoby dołączyć także dużo bardziej niebezpieczny, przeplatający całą resztę w swojego rodzaju „szarej strefie” marketing. Używa on swoich środków nie w celu osiągnięcia przez odbiorcę moralnego katharsis, tylko w służbie materialnego lub politycznego zysku. Techniki wpływu społecznego, którymi się posługuje często ocierają się o manipulację, która sama w sobie jest przemocą. Negatywny wpływ na relacje romantyczne może mieć przede wszystkim wszechobecna seksualizacja zarówno kobiet i mężczyzn w celu zaprzęgnięcia najniższych instynktów w proces decyzyjny dążący do konsumpcji. Jeśli z każdej strony otaczają nas treści zwracające uwagę przede wszystkim na fizyczny aspekt człowieka, to nie jest dziwnym, że ta perspektywa zostaje w pewnym momencie przeniesiona na grunt prawdziwych relacji, gdzie potrafi dokonać głębokich szkód.
Jak się przed tym bronić? Jak temu przeciwdziałać? Nie ma tutaj niestety dróg na skróty i magicznych narzędzi. Jesteśmy tak bardzo zakorzenieni w otaczającym nas świecie, że uniezależnienie własnej perspektywy od niego musi wymagać dużo świadomie podjętej w tym kierunku pracy, a i tak warto założyć, że nie będzie nigdy stu procentowo wykonalne. Jedynie trenując krytyczny umysł i cały czas wchodząc w dialog, zarówno wewnętrzny, jak i angażujący ważne dla nas relacje, jesteśmy w stanie bardziej osobowo zrozumieć procesy kształtowania własnej tożsamości. Zastanawiajmy się głośno nad pytaniami „Jak postrzegam męskość/kobiecość?”, „Skąd czerpałem w życiu wzorce dotyczące tych tematów?”, „Jak wyobrażam sobie idealny związek i dlaczego?” i nie zadowalajmy się prostymi odpowiedziami, bo takich praktycznie nigdy nie ma.
