
Zagubieni w wolności
Współczesny świat nie sprzyja jasności poczucia sensu. Odpowiedź na pytanie „dlaczego?” odnoszące się do własnej egzystencji nigdy nie była łatwa, ale oparcie w dużo sztywniejszej strukturze społecznej pozostawiało mniej miejsca na wątpliwości. Sto lat temu życie przeciętnego człowieka było z gruntu ukierunkowane w zasadzie od momentu narodzin. Zawód był przekazywany z ojca na synów, kobiety musiały odnaleźć się w swojej tradycyjnej roli opiekunki domowego ogniska, małżeństwa były aranżowane z pragmatycznych powodów możliwie odległych od porywów namiętności, moralność i metafizykę dyktował kościół, a najważniejszą wartością była rodzinna wspólnota, bo to ona zapewniała bezpieczeństwo i wsparcie. Nie było to życie bezpośrednio łatwiejsze, ale dużo wyraźniej osadzone w kontekście roli społecznej i wiążącego się nią sensu.
Świat się zmienił i dzisiaj tkwimy już mocno w rzeczywistości pozornie nieograniczonych możliwości. Cały czas stoimy przed olbrzymią pulą równorzędnych opcji, a za jakikolwiek wybór musimy ponieść pełen ciężar osobistej odpowiedzialności. Nie tylko szkoły, ale także uczelnie wyższe są publiczne i, przynajmniej w teorii, zapewniają równy dostęp do obfitości kierunków kształcenia niezależnie od statusu społecznego, a już tym bardziej płci. Życiowych partnerów i najbliższych przyjaciół wybieramy bazując przede wszystkim na własnych uczuciach. Rewolucja informacyjna zapewniła nam dostęp do wszelkich kultur i ideologii, z których każda inaczej postrzega dobro i zło. Wspólnotę zastąpiły społecznościowe media, na których szybko możemy znaleźć tysiące osób z podobnymi zainteresowaniami, ale większość z nich nie udzieli nam wsparcia w potrzebie.
Więcej możliwości brzmi jak więcej wolności, co z kolei raczej uniwersalnie spostrzegane jest jako wartość. W końcu dla chcącego nic trudnego, prawda? Niestety okazuje się, że nic bardziej mylnego. Ograniczające struktury świata zewnętrznego znacząco się przerzedziły, ale ślad po nich pozostał w ludzkim umyśle. Od zarania dziejów egzystencja człowieka polegała w głównej mierze na ostrożnym przeciskaniu się między dobrze zdefiniowanymi zagrożeniami licząc na pokonanie jeszcze jednego zakrętu na wąskiej ścieżce życia. Teraz te zagrożenia dalej istnieją, dzięki rewolucji informacyjnej uświadomione w ilości większej niż kiedy kolwiek, ale odsunęły się na znaczną odległość. Ich kontury zniekształciły się i rozmyły zostawiając przed nami szerokie pole, na którym możemy obrać dowolny kierunek. I z jakiegoś powodu zbyt często, sparaliżowani podskórnym lękiem, obezwładnieni depresją nie potrafimy zrobić nawet jednego kroku, zaślepieni histeryczną manią biegniemy w losowym kierunku, lub pogrążeni w urojeniach kręcimy się w kółko. Jak można zwiększyć orientację w egzystencji i odnaleźć sens swojej wędrówki?

Sens pod ciężarem odpowiedzialności
Temat jest oczywiście nieskończenie głęboki. W tym artykule chciałbym przede wszystkim skupić się na egzystencjalnej perspektywie na to, co jako pierwsze jawi się ciężarem w reakcji na wolność – odpowiedzialność. Przytłaczająca świadomość, że każda decyzja, którą podejmiemy będzie świadczyła o naszej wartości, wystawi nasze akcje na ocenę i obdaruje nieprzewidywalnymi konsekwencjami. Dokonując wyboru ryzykujemy własnym wizerunkiem i zaburzeniem dotychczasowej równowagi, która może i miała swoje wady, ale była przynajmniej znajoma. Nic dziwnego, że łatwo o wahanie, niepewność, wstrzymywanie działania, ale to z drugiej strony wywołuje stagnację, która nieuchronnie wydaje nas na pastwę pędzącego niezależnie od nas losu, który prędzej czy później wymusi jakąś zmianę niezależnie od naszych preferencji. Znajdujemy się w nieustannym uścisku między obojętną presją otaczającej nas rzeczywistości, a wewnętrzną potrzebą uczynienia części tej rzeczywistości własną i wartościową.
Konflikt tych dwóch sił będzie prowadził do ciągłego wzrostu napięcia tak długo, jak długo ich wzajemna relacja będzie interpretowana jako przeciwstawna. Takiemu podejściu sprzyja indywidualistyczna kultura zachodniego kręgu, do którego przynależymy, a która wyrosła na podłożu intelektualnych idei epoki oświecenia stawiających człowieka w centrum wszechrzeczy. Czujemy się w jakiś sposób nadrzędni względem otaczającej nas rzeczywistości, co przyczynia się do skokowego wzrostu oczekiwań, jakie wobec siebie formułujemy, a które dodatkowo są stale podsycane przez nierealistyczne standardy ról społecznych płynące do nas z infosfery. Powinniśmy dużo zarabiać, wieść szczęśliwe życie rodzinne, podróżować, realizować pasje, mieć grono bliskich przyjaciół, być piękni, wysportowani i uprawiać dużo seksu. I to wszystko powinno być jak najbardziej osiągalne, skoro to właśnie człowiek jest kowalem swojego losu. Tylko co to świadczy o naszym człowieczeństwie, kiedy ten los mimo wszystko wymyka się nam spod kontroli?
Problem odpowiedzialności w kontekście sensu życia i egzystencji kwitnie właśnie w wyniku przeszacowania własnej sprawczości nad losem, zignorowaniem treści płynącej z tegoż na rzecz umiejscowienia punktu odniesienia dla własnej wartości przede wszystkim w kulturowych wzorcach serwowanych przez społeczeństwo. Cele są przez nas wyznaczane, sens musimy sobie zbudować, a na szczęście zasłużyć. Takie podejście z jednej strony cofa nas do dziecięcego przekonania o własnej omnipotencji jednocześnie ścierając z bezlitosną krytyką płynącą z poziomu superego. Kiedy wyznaczone cele nie zostają osiągnięte poczucie sensu zanika, a zamiast szczęścia piętrzy się cierpienie. Pogrążamy się w bierności i rzucamy rozpaczliwie pytania o znaczenie tego wszystkiego, ale odpowiada nam tylko milczenie.
<czytaj dalej na kolejnej stronie>
