O stracie

Istnieje jedna, fundamentalna jakość życia, która jest nierozerwalnie związana z każdą jego wartością – czyni je możliwymi, jednocześnie będąc ich zupełną odwrotnością. Jest nią strata.

Towarzyszy nam od samych początków, jest stale obecnym zagrożeniem. Im coś jest dla nas ważniejsze, tym bardziej boimy się, że zostanie odebrane. Tym większy smutek czujemy, kiedy to już się stanie. A stanie się na pewno. Ile nie będziemy walczyć o jeszcze jedną, cenną chwilę, to i tak przyjdzie w końcu taka, która przyniesie ostateczną transformację wszystkiego, co zgromadziliśmy w swoim doświadczeniu, oddzielając nas nieprzepuszczalną barierą od dotychczasowego życia.

Jest to przykre, jest to straszne, może budzić złość. Ale paradoksalnie nie pozbawia istnienia sensu i wartości wszelkich starań. Wręcz przeciwnie. Jest niezbędnym rewersem tego, co witalne, nadając mu głębi i prawdziwego znaczenia. Często to dopiero negatywne emocje stają się najwyraźniejszą miarą utraconej wartości. Dlatego tak dużym problemem może okazać się odwracanie uwagi od tej strony rzeczywistości. Wyparcie smutku związanego z przemijaniem zwiększa lęk przed zaangażowaniem. Brak zaangażowania wypłyca doświadczenie, a to z kolei hamuje rozwój osobowości, czyniąc ją bardziej podatną na kryzysy. Strata i tak w końcu nadejdzie, ale jeśli unikaliśmy zaznajomienia się z nią zawczasu, uderzy ze wzmożoną siłą grożącą załamaniem.

Najwyraźniejsze staje się to oczywiście w perspektywie największej ze strat – śmierci. Każda aktywizacja tego tematu – odejście bliskich, choroba, wypadki, podeszły wiek zwiększa ryzyko pojawienia się intensywnego lęku lub depresji. Ale to właśnie świadomość własnej śmiertelności stała się siłą napędową ludzkiej kultury i duchowości. W obliczu przerażającego nieznanego człowiek skonstruował poglądy i wierzenia mające uporządkować jego rzeczywistość i nadać jej chociaż odrobinę stabilności, co stało się fundamentem dla rozwoju całej cywilizacji. I podobną podróż przechodzi każdy w swoim osobistym wymiarze – dopiero w pełni świadomie inspirując się stratą mamy szansę zbudować wewnętrzny spokój i dojrzałą osobowość. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że największym wyzwaniem dobrego życia jest odpowiednie przygotowanie się na śmierć.

Życie w żałobie

Skala tego zadania jest ciężka do wyobrażenia i skrajnie subiektywna. Dlatego osobistą odpowiedzialnością każdego jest możliwie świadome i aktywne doświadczanie tej życiowej podróży, której strata jest nierozerwalną częścią i przemawia do nas z każdego jej zakrętu. Proces przeżywania straty to żałoba i możemy ją odczuć po śmierci członka rodziny, ale też po niezdanym egzaminie lub stłuczeniu ulubionego kubka i w każdym z tych przypadków niesie za sobą zarówno ból jak i cenną naukę.

Podane przykłady znacząco różnią się skalą, ale ich sedno pozostaje takie samo – odcięcie całej przyszłości związanej z tą konkretną ścieżką możliwości. Już nigdy nie porozmawiamy ze zmarłą osobą, nie przeznaczymy czasu potrzebnego na naukę do poprawki na przyjemności, nie napijemy się herbaty z kubka, który miał dla nas znaczenie. Duże straty i wiążące się z nimi kryzysy występują rzadko, ale te najmniejsze są stałą składową codzienności i dotyczą sytuacji tak powszechnych, że często nawet ich nie zauważamy. Rozkładając ludzkie doświadczenie na czynniki pierwsze można dojść do wniosku, że strata jest fundamentalną jakością związaną z samym byciem w czasie. Czas jest podstawowym, dostępnym nam zasobem, którego nie da się zatrzymać. Każda decyzja i aktywność, którą podejmujemy rozgrywa się w czasie i potrzebuje go, ale nawet zupełna bierność jest nim okupiona. Sprawia to, że czegokolwiek byśmy nie robili, tracimy każdą możliwą alternatywę spożytkowania danego czasu.

Nie chodzi oczywiście o to, aby opłakiwać każdą chwilę, ale świadomość stałej obecności straty w naszym życiu pomaga zrozumieć wartość każdej decyzji i korespondującej z nią rzeczywistości. Jeśli decyduję się spędzić swój czas na nie robieniu niczego, to najwyraźniej ten brak aktywności jest z jakiegoś powodu najbardziej wartościowym scenariuszem, który mogę w danej chwili obrać. Prawdziwe znaczenie tej wartości często jest jednak ukryte, podatne na wyparcia, bo niezgodne ze świadomą narracją o własnej osobie. Klasycznym przykładem jest prokrastynacja – wycofywanie się z aktywności z obawy przed porażką. Strach jest dominującym uczuciem, a bierność daje tymczasową ochronę przez co staje się tymczasowo wartościowa, mimo że w dłuższej perspektywie szkodliwa. Dopiero konfrontując się w pełni z emocjonalnym wymiarem każdej potencjalnej straty w danej sytuacji – straty z wycofania i straty z porażki – może dać oparcie niezbędne do przekroczenia strachu.

Strony: 1 2